Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wydarzenia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wydarzenia. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 20 stycznia 2014

Łódź Street Food Festival - czyli jak zapełnić skatepark w 5 minut :)

       Zimno, szaro-buro i wietrznie, a mimo to, zmierzając do centrum Łodzi minąłem przynajmniej trzy kolorowo ubrane osoby, którym pogoda nie przeszkadzała w treningach biegowych. Tak sobie na nich patrzyłem i wręcz miałem wyrzuty sumienia. Sam biegam, ale w taką pogodę bez namysłu zamieniłem trening na I Łódź Street Food Festival, który odbył się w strefie Piotrkowskiej 217, w dawnym kompleksie Odlewni Żelaza Józefa Johna – miejscu, które ma szansę stać się w przyszłości drugą Off Piotrkowską.
       Punkt 13.00, gdy dotarłem na miejsce, zaczęły otwierać się pierwsze food trucki, które zajechały na parking przed wejściem do skateparku. Bobby Burger, Dobra Buła, Wurst Kiosk Wagen, a nawet Grzaniec Galicyjski i wiele innych restauracji na kółkach przez cały czas trwania festiwalu oferowało swoje produkty. Ceny różne, na ogół przystępne, z burgerami za 10zł na czele, choć było też parę ciężarówek oferujących sporo droższe posiłki. To jednak nie odstraszało łodziaków, którzy mimo niesprzyjającej pogody i długich kolejek, czekali niekiedy nawet po 40-60 minut na swoje zamówienia. Takiej frekwencji chyba nikt, z organizatorami na czele, się nie spodziewał. Na festiwal przyszli zarówno młodsi, jak i starsi mieszkańcy naszego miasta, zauważyć dało się też sporo rodzin.
       Na terenie zadaszonego skateparku również wrzało. Tu było bowiem jeszcze więcej ludzi niż na zewnątrz. Dawna odlewnia żelaza zebrała pod swym dachem łódzkich restauratorów, z których każdy chciał zaoferować uczestnikom festiwalu coś od siebie. Niektórzy wystawcy wyprzedali nawet wszystkie dania na długo przed zakończeniem festiwalu. Przykładem może być Babkarnia, oferująca cudowne, kolorowe babeczki, czy modna ostatnio Kawiarnia Mili Ludzie, której smakowite wypieki rozeszły się w oka mgnieniu! Do innych wystawców ustawiały się zaś długie kolejki.
       Przykładem mogą być Nudle i Sałaty, na których ofertę sam się zdecydowałem. Restauracja oferuje makarony i sałatki w systemie "to go" pakowane w kartonowe pudełeczka. Ceny są bardzo przystępne – za porcję makaronu z kurczakiem, warzywami i sosem przyszło mi zapłacić 10zł. Danie było gorące, bardzo smaczne i sycące. To świetna propozycja na mały i nieco większy głód podczas wypadu na miasto, czy przerwy w pracy. Festiwalowe stanowisko Nudle i Sałaty cieszyło się dużym zainteresowaniem, przez co na moją porcję przyszło mi czekać co najmniej 25 minut.
       Nieco szybciej dostałem zaś tortillę meksykańską z Western Chicken. Porcja olbrzymia, sycącą i pikantna – uczciwy posiłek za niecałe 12zł :) Barterem zaowocowało również odstanie swojego w kolejce do piekarni Montag oferującej własne wypieki przygotowywane z naturalnych produktów bez użycia konserwantów i polepszaczy. Na stanowisku nabyć można było bagietki, pączki, drożdżówki i wszelakiej maści chleby. Zdecydowałem się na rewelacyjny ciastochleb (swoiste połączenie keksu i chleba) i pszenno-żytni chleb miodowy (bochenki w cenie 8zł za sztukę).
       Poza opisanymi przeze mnie wystawcami, swoje wyroby oferowało dużo innych restauracji. Skosztować można było sushi z Zielonego Chrzanu, kanapek z Foodmarket, rewelacyjnych hummusów warszawskiego HummusBaru, świeżo wyciskanych soków, lubianych przez łodzian zapieksów z Zapiekarni & Plackolandii, czy polskich serów oferowanych przez Ser Lanselot, a to i tak nie koniec listy.
       Tak jak pisałem wcześniej, łodzianie dopisali, efektem czego były spore kolejki i nadmierny ścisk na głównej sali. Organizatorzy muszą pomyśleć nad rozwiązaniem tego problemu podczas kolejnej edycji festiwalu – może warto wydłużyć czas festiwalu? Cztery godziny to zdecydowanie za mało. W sezonie letnim można również przenieść część stanowisk na dwór (choć najbliższe otoczenie nie wygląda zbyt ciekawie). Sporo osób narzekało na fakt, że w obecnych warunkach ciężko jest się przemieszczać, a co dopiero w spokoju coś zjeść czy porozmawiać ze znajomymi.
       Jedynym miejscem, w którym można było nieco odpocząć był duży blat w centralnej części skateparku i stanowisko firmy Bibalo Design, oferującej między innymi poddane renowacji fotele, które niejedna osoba wykorzystała jako siedziska podczas konsumpcji i późniejszych koncertów zespołu Konkubent i Magister Ninja:) Brawo dla właścicieli za odwagę i ciekawą formę reklamy (o Bibalo Design pisaliśmy już przy okazji omawiania ostatniego Restaurant Day Łódź)
       Podsumowując, pierwszy łódzki Street Food Festival uznać muszę za udany. To na pewno ciekawe wydarzenie, które po lekkim przeorganizowaniu ma olbrzymią szansę wpisać się na stałe w łódzki kalendarz imprez. Szczególnie, że olbrzymia frekwencja pokazała, jak bardzo mieszkańcom naszego miasta brakuje takich eventów.
POLUB NAS RÓWNIEŻ NA FACEBOOK'U: FOOD FETISH PO ŁÓDZKU

środa, 11 grudnia 2013

Sushi Kushi Łódź - nowe pozycje w menu i pyszne rolki prosto do Twojego domu!

       Sushi Kushi, firma znana w Łodzi z serwowania sushi z dostawą do domu, obchodziła niedawno swoje pierwsze urodziny. Z tej okazji, zaproszeni zostaliśmy do Poleskiego Ośrodka Sztuki na degustację nowych pozycji z menu, połączoną z wystawą zdjęć Justyny Ejsmont i Dominiki Tępińskiej, krótkim kursem fotografii kulinarnej i warsztatami samodzielnego przygotowywania sushi.
       Na wstępie przyznać muszę, że nie jestem znawcą sushi i choć je lubię to jadam raczej sporadycznie, dlatego też na urodzinową kolację wybrałem się z dużo bardziej obeznaną w temacie znajomą, która zgodziła się zredagować niebieski akapit dotyczący samego sushi :)
       Spotkanie rozpoczęło się od krótkiego wstępu i prezentacji zdjęć utalentowanych łódzkich artystek. Po jednej stronie sali umieszczono stonowane, spokojne i spójne kolorystycznie zdjęcia J. Ejsmont, w których główną rolę odgrywały piękne twarze modelek przyozdobione delikatnym, kolorowym akcentem makijażu sushi. Po drugiej zaś, podziwiać można było krzykliwe i ekspresyjne prace D. Tępińskiej, w których do przyozdobienia modelek, zamiast klasycznego makijażu czy biżuterii zastosowano prawdziwe składniki sushi. Błyszczyk do ust z tobiko, apaszka z nori, czemu nie? Na jednej z fotografii znalazła się nawet cała ryba, co od razu skojarzyło mi się z ostatnią, głośną sesją Gillian Anderson :)
       Gwoździem programu były jednak zaproponowane przez Sushi Kushi nowe pozycje z menu, w którym każdy z pewnością znajdzie coś dla siebie. Zespół znawców i pasjonatów, poszukując nowych smaków, stworzył ciekawe kompozycje, które zaspokoją żądne nowości podniebienia. Na największą uwagę zasługuje na pewno nowatorskie sushi z rukolą i grillowanymi w słodkawym sosie teryaki tuńczykiem (Uramaki Grilled Toro), oraz rolka w zaskakującej (jak na sushi), wersji z kurczakiem (Uramaki Grilled Chicken). Obie propozycje łączą w sobie wyrazisty smak rukoli, zbalansowanej orzeźwiającym ogórkiem z pikantnym sosem majonezowym lub chilli. Wielbiciele grillowanego w sosie teryiaki kurczaka mają też szansę spróbować rolki Futomaki Chicken Teryiaki, czyli opcji z delikatnym serkiem Philadelphia.
       Nam spodobały się również wegetariańskie rolki z grzybami shiitake: bardzo oryginalne Futomaki Vegetarian, gdzie grzyby w słodkawej tempurze skomponowane są z awokado, ogórkiem i szczypiorkiem - co daje ciekawy efekt smakowy, oraz klasyczny Uramaki Vegetarian Philadelphia Roll, gdzie marynowane grzyby występują w towarzystwie serka, awokado i zielonego ogórka. Szczypiorek znalazł się również w zestawie Uramaki Grilled Sake, gdzie wyśmienicie dodawał charakteru grillowanemu łososiowi. Wśród nowości znalazły się również dwie propozycje z tobiko, czyli kolorowym kawiorem z ryby latającej: Uramaki Tobiko Roll z łososiem grillowanym oraz Uramaki California Roll z tuńczykiem i serkiem Philadelphia. Dla tych, którzy nie przepadają za smakiem surowej ryby, Sushi Kushi przygotowało Uramaki Smoked Sake Roll z wędzonym łososiem i marynowaną rzepą. Na koniec zostawiliśmy sobie bardzo ciekawą rolkę - Futomaki Spicy Ebi Ten, która zachwyciła połączeniem smaków. Znalazła się w niej smażona w tempurze krewetka z pomarańczą, ogórkiem i sałatą wykończona ostrym sosem majonezowym. (autor: Magda Bereza)
       Do rolek zaserwowano zaś intrygującą kolekcję herbat Mighty Leaf jak i mocniejsze trunki, pod postacią czerwonego i białego Choya, czyli półsłodkiego japońskiego wina o smaku i aromacie zielonych śliwek Ume. Trunek cieszył się dużym powodzeniem i idealnie komponował ze smakiem rolek sushi.
       Te zaś można było spróbować przyrządzić samemu, pod okiem czujnego sushimastera. Warto było spróbować tej sztuki chociażby dlatego, że własnoręcznie przyrządzoną rolką można się było później podzielić z innymi w domowym zaciszu :) Dla uczestników kolacji przygotowano również krótki kurs fotograficzny, podczas którego można było wysłuchać porad dotyczących fotografowania potraw w domowym zaciszu, restauracjach czy warunkach studyjnych. Dziewczyny przygotowały bowiem prosty setup składający się z dwóch lamp błyskowych z małymi softboxami i podłożem akrylowym, umożliwiający wykonanie estetycznych i apetycznych zdjęć nie tylko sushi :) Efekt zdjęć poniżej:
       Na koniec słów kilka o samym Sushi Kushi. Warto zapoznać się z ich ofertą. Wspólna kolacja udowodniła bowiem, że lokal serwuje smaczne rolki na wysokim poziomie, a oferta restauracji nie kończy się na klasycznych nigiri, hosomaki czy futomaki. Pomijając nowości z menu, przyjrzyjcie się również bliżej rolkom na słodko, chociażby z bananem i Nutellą, a także bogatej karcie japońskich alkoholi i egzotycznych herbat. Pamiętajcie tylko, że Sushi Kushi nie prowadzi lokalu stacjonarnego. Sushi zamówić można tylko za pomocą internetu lub przez telefon. Co ciekawe, Sushi Kushi oferuje również organizację imprez w stylu japońskim a nawet wieczorów panieńskich i kawalerskich połączonych z body sushi! Teraz już wiem, czego brakowało mi na urodzinowej kolacji ;)

POLUB NAS NA FACEBOOK'U: FOOD FETISH PO ŁÓDZKU

środa, 20 listopada 2013

W oczekiwaniu na kolejną edycję Restaurant Day Łódź

      Ostatnia sobota upłynęła w kulinarnej Łodzi pod znakiem Restaurant Day. Naszej ekipy nie mogło oczywiście zabraknąć na tym evencie, przyznać jednak musimy bez bicia, że zdążyliśmy odwiedzić jedynie dwa lokale...Słyszeliśmy od znajomych wiele dobrych opinii o wszystkich jednodniowych restauracjach biorących udział w tej edycji festiwalu, tym mocniej kajamy się więc za poniższą, jakże niepełną relację. Obiecujemy mocną poprawę podczas kolejnej edycji!

Francja elegancja ze Świetlicą Podwórkową w SP 111

       Od wejścia przywitały nas uśmiechnięte dzieciaki! Tak, tak, w tym lokalu bowiem członkami obsługi byli podopieczni Świetlicy Podwórkowej i przyznać trzeba, był to strzał w dziesiątkę! Na restaurację zaadaptowano dużą salę szkolnej stołówki, dzięki czemu przyszło nam zasiąść przy kolorowych stolikach, na równie kolorowych, plastikowych krzesełkach :) Sporych rozmiarów pomieszczenie dało gwarancję, że każdy gość znajdzie dla siebie miejsce.
       W karcie dań do wyboru krem pomidorowy, zupa cebulowa, Ratatouille, gęś piernikowa, tarta z łososiem lub cukinią i suszonymi pomidorami, a na deser muffinka do wyboru. Zdecydowałem się na zestaw w skład którego weszła zupa cebulowa podawana z francuską bagietką. Bardzo smaczna, gęsta i esencjonalna, zabrakło w niej tylko tego co uwielbiam w kremie cebulowym, czyli sera :) Drugie dania z menu, do czasu naszej wizyty się już skończył, zaproponowano nam więc kurczaka w winie. Muszę przyznać, że porcja była olbrzymia. Dwie pałeczki i kawałek piersi, podane z ryżem i tartym jabłkiem, do tego sosik – czyli prawie jak u mamy :) Następnie przyszła kolej na tartę z cukinią i pomidorami – podawana na zimno, bardziej kojarzyła mi się z pizzą niż tartą :) Na deser słodka babeczka z lukrem i kolorową posypką. Wpisaliśmy się też do księgi gości i najedzeni do syta udaliśmy do kolejnego lokalu.
        Podsumowując, Świetlica Podwórkowa wywiązała się z zadania jakim było Restaurant Day bardzo dobrze! Na największą pochwałę zasługuje oddanie w ręce dzieciaków roli kelnera. Na pewno niejedno z nich musiało przełamać się, by podejść i porozmawiać z klientem, poza tym obalono mit, że świetlica to tylko zabawa, jak widać, to również nauka i ciężka praca. Cieszy fakt, że pieniążki zarobione podczas festiwalu zostaną wykorzystane na cele statutowe świetlicy :)

Bar Mleczny w Bibalo Design

        Rzut beretem od Świetlicy Podwórkowej znajdował się kolejny punkt na mapie Restaurant Day – mianowicie Bar Mleczny w Bibalo na Polskiej Organizacji Wojskowej 25. Bibalo to nowy kolektyw trójki znajomych – Ewy, Bartka i Maćka, którzy w swej pracowni oferują odnawiane na zamówienie meble retro z epoki PRL-u, artystyczne malowanie ścian (murale) jak i kompleksowe projektowanie wnętrz. Tym razem jednak zaoferowali odbiorcy coś jeszcze, mianowicie dania rodem z barów mlecznych. Nie mogło więc zabraknąć wszelakiej maści ręcznie lepionych pierogów (5zł za porcję), zupy ogórkowej i grochówki (3zł za 300ml), przepysznych ciast (3zł) i domowego kompotu :)
      Jeden rzut oka na jedzenie wystarczył by wiedzieć, że popełniłem błąd! Tyle pierogów i ciast, a ja już praktycznie przepełniony... Pierożków nie mogłem sobie jednak odmówić. Padło na ruskie (szkoda, że litewskich już nie było) okraszone cebulą i skwareczkami. Ciasto świetne, farsz również, okrasa identyczna z tą, którą sam robię, nie mogę więc mieć zastrzeżeń. Po pierożkach znalazłem jednak jeszcze miejsca na ciasto. Do wyboru sernik, strucla z jabłkami, szarlotka, ciasto z konfiturą śliwkową. Wybrałem ostatnią pozycję, oj było słodko :) Jeszcze kompot z jabłek i osiągnąłem pełnię, nie tylko szczęścia ;)
         Bibalo udało się zaś doskonale połączyć pasję do gotowania, z pasją zawodową. Każdy klient restauracji (a było ich sporo), mógł porozmawiać z twórcami firmy nie tylko o pierogach ale i o designie, renowacji mebli czy muralach. Na stołach z euro-palet rozłożono wzorniki i gazety wnętrzarskie, nie było też trudno o darmową poradę architektów, siedząc przy okazji w poddanych przez nich renowacji, wygodnych fotelach rodem z PRL'u. A wszystko to w fajnym, pofabrycznym wnętrzu. Jeżeli ktoś z Was chciałby zapoznać się z ofertą Bibalo Design, niech się kliknie tutaj.
         A kolejna edycja Restaurant Day już 16 lutego 2014 roku. Czekamy!

POLUB NAS NA FACEBOOK'U: FOOD FETISH PO ŁÓDZKU

piątek, 15 listopada 2013

Przekąski z gąski, czyli nowości w Zaraz Wracam Bistro!

Autorem wpisu jest Magda Bereza      
  
          Jesienno - zimowym biesiadom w gronie przyjaciół idealnie sprzyja nowe, przystawkowe menu, które już od najbliższego poniedziałku swoim klientom zaproponuje Zaraz Wracam Bistro. Pomysł nasunął się w związku z ogólnopolską akcją „Kujawsko-pomorska gęsina na św. Marcina”. Specjały serwowane będą w ciekawej formie oraz atrakcyjnych cenach. Jako jedni z niewielu, mieliśmy zaszczyt skosztować najnowszych przystawek jeszcze przed ich oficjalną premierą. Przyjrzyjmy się więc wspólnie dziewiczym potrawom:
fot. Magdalena Bereza i Kamila Jaskrowska
Deska serów - sery regionalne, których można skosztować dzięki współpracy Zaraz Wracam ze sklepem Ser Lanselot. Cena - 12zł za porcję.
Carpaccio z gęsiej piersi - delikatne w smaku, kruche mięso marynowane w winie z dodatkiem goździków i rozmarynu podawane z pikanto-słodkim dressingiem z chrzanu i żurawiny. Cena - 11zł za porcję.
fot. Magdalena Bereza i Kamila Jaskrowska
Klasyczny smalec gęsi - podawany z kiszonym ogórkiem i świeżym pieczywkiem w cenie 5zł za porcję
Tarta z musem z gęsich wątróbek - jak wiadomo tarta to popisowe danie Zaraz Wracam. W tym przypadku kruche ciasto przykryto musem z gęsich wątróbek z dodatkiem porto o delikatnym aromacie liści laurowych. Tarta w cenie 8zł za porcję serwowana jest z wyśmienitym sosem smietankowo-chrzanowym.
fot. Magdalena Bereza i Kamila Jaskrowska
Sznytki - czyli małe kanapeczki na kromkach chleba, podawane w zestawie po cztery sztuki z:
- pastą na bazie sera koziego i pieczarek w towarzystwie konfitury cebulowej
- peklowaną piersią z gęsi
- z domowymi powidłami i pikantnym serem korycińskim z dodatkiem świeżego rozmarynu
- z delikatną pastą z gęsich wątróbek z konfiturą borowkową
Do wyboru mix kanapek lub jeden rodzaj, w cenie 8zł za talerz kromek :)
fot. Magdalena Bereza i Kamila Jaskrowska
      Jak na Zaraz Wracam przystało, nie mogło zabraknąć też słodkich niespodzianek. Właściciele przygotowali dwa desery:
Pieczona gruszka z gorgonzolą - gruszka gotowana w winie z kardamonem, zapieczona z gorgonzolą, podawana ze świeżą rukolą. Klasyczne połączenie smaków a zarazem wyśmienite preludium do deseru, w cenie 6zł za porcję
Semifreddo- na przekór zimowej aurze zaserwować będziemy mogli sobie zmrożony deser o świąteczno-korzennym aromacie, podawany z miodem i prażonymi migdałami w cenie 8zł za porcję. Deser ten idealnie komponuje się z aromatycznym espresso, które w menu przystawokowym będzie kosztować jedynie 3 zł.
         Dostępne od poniedziałku nowe przystawkowe menu, gościć będzie w Zaraz Wracam aż do końca zimy. Wyśmienitym dodatkiem do gęsich specjałów może być zaś bałe i czerwone wino (w cenie 5zł za kieliszek) serwowane dzięki współpracy z łódzkim sklepem Klub Wino.
POLUB NAS NA FACEBOOK'U: FOOD FETISH PO ŁÓDZKU

wtorek, 12 listopada 2013

Restaurant Day Łódź 16.11.2013 - dzień jednodniowych restauracji

     Najbliższa sobota w Łodzi jak i innych miastach Polski i świata, stać będzie pod znakiem litery R symbolizującej Restaurant Day, czyli cykliczne święto kulinarne, podczas którego, każdy może przez jeden dzień poczuć się jak właściciel prawdziwej restauracji, udostępniając swój lokal i pokazując swoje umiejętności kulinarne innym. Święto przywędrowało do nas i reszty świata ze Skandynawii i przyznać trzeba, że z roku na rok cieszy się ono coraz większą popularnością. Nie ma się czemu dziwić, komuż bowiem nie przypadłaby do gustu idea, by ludzie niekoniecznie związani zawodowo z gastronomią mogli na jeden dzień otworzyć swoją własną restaurację, w której będą sprzedawali przyrządzone przez siebie potrawy?
      Poniżej prezentujemy wszystkie oficjalnie zgłoszone do tej edycji Restaurant Day restauracje, jakie będziecie mogli odwiedzić w tę i tylko tę sobotę w Łodzi. Co ważniejsze, cieszy nas niezmiernie fakt, że swój udział zgłosiło tym razem aż 8 restauracji, co daje naszemu miastu drugie (zaraz po Poznaniu) miejsce w Polsce pod względem ilości lokali czynnych 16 listopada bieżącego roku. A oto lista restauracji wraz z krótkim opisem atrakcji jakie Was w nich czekają:
 Miejska Kuchnia Roślinna - "Zapraszamy do zasmakowania zaskakującej kuchni roślinnej, opartej na naturalnych, lokalnych i sezonowych produktach, w zgodzie z porami roku i szerokością geograficzną. W menu sezonowe warzywa w twórczych aranżacjach oraz zdrowe bezcukrowe desery, w których zakróluje aronia, żurawina i rokitnik! Przyjazna domowa atmosfera jak zwykle gwarantowana!" Miejsce: Próchnika 5/22, więcej informacji na temat restauracji tutaj
 Francja Elegancja - "Francuzi doprowadzili gotowanie do poziomu jednej ze sztuk. Dlatego przez wieki ich dania królowały na dworach Europy. Teraz zakrólują również na naszych stołach. W przygotowanym przez Świetlicę Podwórkową menu znajdą Państwo potrawy rodem z Francji: Krem pomidorowy / Zupa cebulowa Ratatouille / Gęś piernikowa Tarta z łososiem / Tarta z cukinią i suszonymi pomidorami / Muffinki i Muffiny w rozmaitych odsłonach. Bon appetit!" Miejsce: Stefana Jaracza 44/46
 Bar Mleczny w Bibalo"Odkrycie nowego dania większym jest szczęściem dla ludzkości niż odkrycie nowej gwiazdy." - Anthelme Brillat-Savarin. Oddajemy hołd barom mlecznym, największym, obok designu, osiągnięciom PRL-u. Będzie pysznie jak u babci, zdrowo i bardzo wygodnie! Ukochane potrawy będzie można spożywać w wielkich, wygodnych fotelach, przeglądać gazety wnętrzarskie oraz uzyskać darmowe porady architektów. Na obiad zapraszamy między 13 a 17, potem kawa, herbata, pyszne ciasta i rozmowy o dizajnie." Miejsce: Polskiej Organizacji Wojskowej 25, więcej informacji na temat restauracji tutaj
 Hummus i Wino - "Jemy w Łodzi zaprasza do swojej pierwszej jednodniowej restauracji, którą ulokujemy w wine clubie Klub Wino. Postaramy się przenieść bliskowschodnie smaki na łódzki grunt. Czekał tu będzie na was hummus w kilku smakach podawany z pieczywem, warzywami, świeżymi ziołami i oliwą. Do hummusu napić można się będzie wina, o którego dobór zadba Michał Rutkowski i które tego dnia sprzedawane będzie na kieliszki. Mamy nadzieję, że uda nam się stworzyć pyszną i miłą atmosferę. Przybywajcie!" Miejsce: Kościuszki 32, więcej informacji na temat restauracji tutaj
 P109 Blender - to taka wielka niewiadoma festiwalu, ciężko bowiem stwierdzić czym uraczą Nas gospodarze. Na pewno będzie ciasto dyniowe, reszta dań to niespodzianka :) Miejsce: Piotrkowska 109, więcej informacji na temat lokalu tutaj
 U Stefy & Naturalne Klimaty - "Zeszłe lato upłynęło nam pod znakiem współzawodnictwa na planie Polskiego Turnieju Wypieków, a tej jesieni postanowiliśmy połączyć siły, żeby upiec coś dla Was! Będą ciasta słodkie i słone na mące i jajkach z rodzinnych stron Pani Stefy w przytulnym klimacie pracowni ceramicznej Pana Grzesia! Rozgrzeje Was zupa dyniowa, korzenny grzaniec i ciepło opalanego drewnem pieca kaflowego." Miejsce: Sienkiewicza 79, więcej informacji na temat restauracji tutaj
 Muzyczny Zakątek Smaku - "Muzyczny Zakątek Smaku tym razem chce zaprosić Państwa na rozgrzewające jedzenie inspirowane kuchnią Julii Child, pachnące przyprawami kuchni marokańskiej. Rozkołyszemy dźwiękami skrzypiec i altówki oraz zachwycimy malarstwem Pani Ewy, w Pracowni której będziemy gościć . Naszym mottem będzie marokańskie powiedzenie "Jada się oczami i patrzy ze smakiem". Hodujcie głód. Zapraszamy :)" Miejsce: Przędzalniana 63, więcej informacji na temat lokalu tutaj
 Pociąg do Azji - "Nasz kilkuletni pobyt Chinach był nieustannym festiwalem smaków i ucztą podniebienia. Przywołując te wspomnienia postanowiliśmy w ramach Restaurant Day otworzyć miejsce jakiego brakuje na kulinarnej mapie Łodzi. Łączy nas zamiłowanie do jedzenia i pociąg do kuchni azjatyckiej. Maszynistą naszego pociągu jest Mistrz Kuchni – Tajwańczyk Chang ChihWei. W menu pojawią się głównie dania kuchni tajwańskiej i chińskiej ale nie zabraknie również polskich akcentów - zwłaszcza w dziale słodkości :-)" Miejsce: Kilińskiego 214, więcej informacji o restauracji tutaj
        I to by było na tyle! Nas najbardziej zainteresowały trzy miejsa: Pociąg do Azji, Bar Mleczny w Bibalo i Hummus i Wino. Możliwe, że odwiedzimy również Francję Elegancję i Muzyczny Zakątek Smaku, bo tyle jest tego, że naprawdę ciężko ograniczać :) A Wy, gdzie wybierzecie się podczas tej edycji festiwalu Restaurant Day?


POLUB NAS NA FACEBOOKU: FOOD FETISH PO ŁÓDZKU

Nie posiadam praw autorskich do zamieszczonych w tym poście zdjęć i grafik. Pochodzą one z oficjalnej strony Restaurant Day i stron poszczególnych restauracji

wtorek, 11 czerwca 2013

Festiwal Dobrego Smaku - Łódź ma się czym pochwalić!

Na wstępie należą się Wam słowa przeprosin za tak długą przerwę pomiędzy tym a ostatnim wpisem. Niestety nawał pracy, wyjazdy i sprawy osobiste nie pozwoliły mi na poświęcenie blogowi należytej ilości czasu. Najwyższa pora zacząć nadrabiać zaległości!
Zacznę jednak nietypowo - gościnną fotorelacją z kolejnego Festiwalu Dobrego Smaku, który odbył się podczas ostatnich dni w naszym mieście. Tekst i zdjęcia autorstwa Karoliny Kozowicz, towarzyszącej mi podczas sobotniego spaceru po festiwalowych lokalach do przeczytania poniżej. Treści kursywą w nawiasach pisane to moje votum addendum w sprawie :)
Od czwartku, 6 czerwca do niedzieli włącznie, trwała X edycja fantastycznego łódzkiego Festiwalu Dobrego Smaku. Celebracja jedzenia odbywa się na wiele sposobów, nic dziwnego, że wzbudza ogromne zainteresowanie wśród mieszkańców naszego miasta. Kulinarne warsztaty, przegląd filmów, pokazy, konkursy, a przede wszystkim tworzony przez Łodzian ranking najlepszych (zgłoszonych) łódzkich lokali.
Nie mogłam przegapić takiej okazji promocji miasta i sama wzięłam w sobotę udział w zabawie. Polegała ona na odwiedzeniu lokali zgłoszonych do Festiwalu i wypróbowaniu polecanych dań w stałej cenie 10zł (restauracje) i 7zł (kawiarnie). Porcje były niewielkie, ale po piątej degustacji mój brzuch, pomimo przyjemnych spacerów pomiędzy lokalami, był już przepełniony różnościami do granic możliwości.
Pisząc we wstępie o wielkim zainteresowaniu Festiwalem, miałam na na myśli długie kolejki w oczekiwaniu na stolik we wszystkich miejscach, jakie mijaliśmy. Część z nich okazała się dla nas zbyt dużą przeszkodą, a w części lokali, jak np. w Drukarni. Skład chleba i wina, po pewnym czasie (i niestety w naszej pory obiadowej) po prostu zabrakło popisowych dań.
Rozpoczęliśmy w Titi, restauracji, która nawiązała do filmowego charakteru tegorocznej edycji Festiwalu i swój pomysł na promocję lokalu skupiła wokół filmu „Przepiórki w płatkach róży”. Wystarczy wspomnieć o głównej bohaterce filmu imieniem Tita – filmu, który był wyświetlany w lokalu, podczas gdy gościom było podawane danie dnia – przepiórki w płatkach róży. (Pierwszy raz miałem okazję spróbować mięsa przepiórczego - spodziewałem się, że będzie bardziej delikatne w smaku, zbliżone może do żabich udek. Mięso podano na przeciętnym puree ziemniaczanym z białymi warzywami i sosem. Ocena dania - 5/10)
Następnie, udaliśmy się do ukrytej w bramie na Piotrkowskiej, Servantki. Udało nam się szybko zdobyć wolny stolik i z przyjemnością zjeść pyszne Pielmieni syberyjskie. Nadziewane pierożki idealnie komponowały się z romantycznym charakterem lokalu. (Servantka  po raz kolejny stanęła na wysokości zadania. W moim odczuciu to jedna z lepszych restauracji w mieście. Pielmieni było doskonałe w smaku i perfekcyjnie, estetycznie podane. Ocena dania - 8/10. Recenzja Servantki - click!)
Obiadową część zakończyliśmy w La Stradzie, gdzie daniem – niespodzianką, pod słodkim tytułem „La dolce Vita”, okazał się... pasztet z wątróbek drobiowych na polencie gotowanej na mleku z dodatkiem chili. Włoska restauracja przygotowała odważne menu i choć danie wyglądało pięknie, to dla niewprawnego degustatora (jak ja), mogło wydać się zbyt wyrafinowane. Niemniej jednak, cieszę się, że spróbowałam czegoś nowego. (Faktycznie, danie La Strady to odważna propozycja, szczególnie że sporo osób, w tym ja, nie przepada za wątróbką. Ładnie podane i wyszukane w smaku, podobnie jak koleżance, La dolce Vita nie przypadło mi do gustu. Na dodatek nazwa potrawy może mylić. Spodziewasz się słodkości a dostajesz pasztet z wątróbki... Ocena dania - 4/10. Szkoda, że w lokalu poza festiwalowym daniem nie można było tego dnia zamówić innych pozycji z karty. Na pizzę z Nutellą i malinami zawitam więc do knajpki innym razem)
Po tych wszystkich przygodach restauracyjnych, zdecydowaliśmy się na deser w pobliskim Niebostanie, gdzie serwowali Panny z Wilka i kawę. Pomimo późnej godziny, w lokalu wszystkie stoliki, pufy, parapety, krzesła były zajęte. Łodzian nie zniechęcił remont w tej części ul. Piotrkowskiej i wszyscy chętnie spacerowali, nawet po rozkopanej nawierzchni, pomiędzy wiszącymi kablami i stojącymi blokami kamieni. (Panny z Wilka okazały się być truskawkami z prawdziwą bitą śmietaną serwowanymi na kruszonce zbożowej. Idealny deser na letnie wieczory, świetnie komponujący się z delikatnym cappuccino. Ocena deseru - 7/10. Co do samego lokalu, sporo łez uroniłem po zamknięciu Jazzgi, Niebostan jest jednak lokalem, który, choć całkowicie różni się charakterem od wcześniejszego klubu, szybko podbił moje serce)
Ostatnim lokalem Festiwalu Dobrego Smaku, który odwiedziliśmy była cukiernia Pani Cupcake. Sądzę, że trudno było wybrać lepsze miejsce na zakończenie wieczoru. Poza pyszną babeczką i kawą, znaleźliśmy tu wspaniałą atmosferę, jaka roztacza się w całym podwórzu Piotrkowskiej 89. (To prawda, podwórko Secesji to jedno z najprzyjemniejszych miejsc na chwilę wytchnienia podczas letnich wieczorów w Łodzi. Sernikowy Brownie w wiśniowym dressingu i kolejna kawka stanowiły zaś perfekcyjne zakończenie sobotniej eskapady, które umiliła również przesympatyczna, śliczna kelnerka z Pani Cupcake. Ocena deseru - 6/10)
Żałuję, że nie mogłam zwiedzić i z należytym uznaniem opisać dań wszystkich 34 lokali, choć wiem, że byli wytrwalsi Łodzianie, którzy spróbowali znacznie więcej potraw niż ja. Koniecznie śledźcie stronę http://festiwaldobregosmaku.eu/ (tam też znajdziecie pełną listę lokali i przygotowanych atrakcji), aby dowiedzieć się, który lokal zdobył największe uznanie. Festiwal Dobrego Smaku jest wyjątkowym wydarzeniem. Jestem dumna, że to w naszym mieście rozwijają się takie inicjatywy. Oby więcej!

Ja też rad jestem, że to właśnie w Łodzi powstał i odbywa się tak przedni festiwal. Żałować można jedynie, że popisowe porcje były mniejsze niż roku temu. Być może (jak to słusznie zauważył mój znajomy) część restauracji odkryła, że poza promocją lokalu, może na festiwalu jeszcze troszkę zarobić. Z drugiej strony, nie możemy mieć im tego za złe. Festiwal ma na celu rozpropagować łódzkie lokale i umożliwić nam skosztowanie ciekawych dań w rozsądnej cenie, a nie najedzenie się do syta za grosze ;)

Czekam na Wasze opinie! Które festiwalowe restauracje i potrawy najbardziej przypadły Wam do gustu?
Na koniec pragnę podziękować Karolinie za gościnny wpis na łamach Food Fetish po łódzku a Was zaprosić na jej własną stronę - Oby Łódź. Znajdziecie tam wiele ciekawych wpisów dotyczących naszego miasta. Pozdrawiam!